Robert był dziś dobry. Na moment przypomniał mi, jak to jest - być na scenie, kiedy nic innego nie istnieje. Tylko migające światła i malutki globus mikrofonu.
Yh, bad writing.
Ale to nie był mój koncert. Ja nie umiałam dać się ponieść. Chyba skończyły się czasy oddawania tłumowi wszystkich emocji, jakie mam.
Duszę się.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz